Skuteczniejsza policja może oznaczać więcej kradzieży dzieł sztuki. Ekonomiści wyjaśniają paradoks
Nowy model ekonomiczny pokazuje, że lepsza wykrywalność złodziei sztuki nie musi ograniczać liczby napadów na muzea. Dzieje się tak, bo instytucje same reagują na działania policji, zmieniając swoje podejście do ochrony zbiorów.
Na pierwszy rzut oka sprawa wydaje się prosta: skuteczniejsza policja to większe ryzyko dla przestępców, a więc mniej kradzieży w muzeach. Rzeczywistość okazuje się bardziej skomplikowana, bo instytucje kultury same śledzą postępy organów ścigania. Kiedy widzą, że szanse na odzyskanie skradzionego dzieła rosną, mogą dojść do wniosku, że nie ma sensu inwestować w kosztowną ochronę. Efekt? Mniej ochroniarzy, słabsze zabezpieczenia i niższe wydatki, co w konsekwencji ułatwia działanie potencjalnym złodziejom, dla których łatwiejszy dostęp do obrazu może okazać się ważniejszy niż wzrost ryzyka schwytania.
Muzeum oszczędza na ochronie, a złodziej to zwyczajnie widzi
U podstaw tego zjawiska leży dość prozaiczna kwestia: jak wysoki budżet muzeum chce przeznaczyć na pilnowanie kolekcji. Gdy szanse na odzyskanie skradzionego dzieła są niewielkie, opłaca się postawić na maksymalne zabezpieczenia od samego początku. Każdy dodatkowy pracownik ochrony, kamera czy czujnik alarmowy zmniejsza prawdopodobieństwo, że eksponat zniknie ze ścian galerii.
Sprawa wygląda inaczej, gdy organy ścigania zaczynają radzić sobie lepiej z odnajdywaniem zrabowanych prac. To dobra informacja dla instytucji, ale zarazem impuls do ponownego przeliczenia kosztów. Jeśli w razie napadu istnieje realna szansa na powrót dzieła, dalsze inwestycje w ochronę zaczynają wydawać się mniej uzasadnione niż wcześniej.
Na takim właśnie mechanizmie zbudowany jest model opracowany przez Fredericka Chena z Wake Forest University oraz Rebeccę Regan z Federal Reserve Bank of San Francisco. Według ich koncepcji przestępca również analizuje poziom zabezpieczeń i kalkuluje, czy podjęcie ryzyka ma sens. Rola policji sprowadza się z kolei do wpływu na to, jak wysokie jest prawdopodobieństwo odzyskania skradzionego dzieła.
Gdy więc statystyki policyjne się poprawiają, a muzeum w reakcji na to zmniejsza nakłady na ochronę, złodziej zyskuje łatwiejszy cel. Owszem, ryzyko po jego stronie wzrasta, ale samo dostanie się do środka i wyniesienie dzieła może okazać się prostsze niż przed zmianą.
Im droższy obraz, tym więcej ochroniarzy? Niekoniecznie
Kolejny nietypowy wniosek z badania dotyczy zależności między wartością dzieła a poziomem jego ochrony. Intuicja podsuwa, że obraz wyceniany na 100 mln dol. powinien być pilnowany znacznie intensywniej niż ten, którego wartość szacuje się na 1 mln dol. Model podważa jednak tę intuicję.
Kluczowy problem polega na tym, że cena dzieła na legalnym rynku i jego wartość w oczach złodzieja to dwie odrębne kwestie. Obraz mniej znanego artysty można potencjalnie sprzedać po cichu prywatnemu kolekcjonerowi. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja, gdy skradziony zostaje jeden z najbardziej rozpoznawalnych obrazów na świecie.
O zniknięciu takiego dzieła szybko dowiaduje się cały świat. Fotografia trafia do mediów, a informacje docierają do policji, domów aukcyjnych, firm ubezpieczeniowych i marszandów. Im bardziej znane dzieło, tym trudniej wprowadzić je do jakiegokolwiek obrotu. W praktyce obraz, który na legalnym rynku wart jest fortunę, na czarnym rynku może przynieść jedynie niewielki ułamek tej sumy.
Skoro potencjalny zysk przestępcy jest niski, muzeum może uznać, że dalsze rozbudowywanie zabezpieczeń jest kosztem niewspółmiernym do realnego ryzyka kradzieży. W efekcie najbardziej wartościowy eksponat nie musi wcale być tym najlepiej chronionym.
Są sposoby, które nie powodują takiego efektu
Model nie zakłada jednak, że każda forma walki z kradzieżami sztuki działa na niekorzyść muzeów. Inaczej funkcjonuje na przykład zaostrzenie kar dla złodziei. Taki krok zwiększa ryzyko po stronie przestępcy, ale nie daje instytucji powodu do ograniczania własnej ochrony. Zgodnie z modelem wyższe sankcje nie prowadzą więc do wzrostu liczby napadów.
Podobny efekt przynosi dofinansowanie zabezpieczeń przez państwo. Gdy budżet publiczny pomaga muzeum pokryć koszty ochrony, poziom zabezpieczeń wzrasta, a przestępcom robi się trudniej. Trzecim obszarem, w którym można działać, jest sam nielegalny rynek dzieł sztuki.
Im trudniej upłynnić skradzione dzieło, tym mniej atrakcyjnym celem staje się ono dla złodzieja. Tu jednak sprawa również się komplikuje, ponieważ ograniczenie wartości czarnorynkowej może równocześnie zmniejszyć motywację muzeum do inwestowania we własną ochronę.
Jak wcześniej informowaliśmy, Turcja korzysta ze sztucznej inteligencji do przeszukiwania internetu w poszukiwaniu zabytków, które mogły zostać nielegalnie wywiezione z kraju. Takie działania, uderzające w możliwość swobodnego handlu skradzionymi obiektami, to jeden ze sposobów walki z tym problemem. Poprawa tylko jednego wskaźnika nie oznacza jednak, że sprawę można uznać za zamkniętą.
Źródło: Spider's Web


