Technologie

Pół roku ze słuchawkami open ear: dlaczego już nie wracam do dokanałowych

Autor AntyWeb opisuje swoje doświadczenia po sześciu miesiącach korzystania ze słuchawek typu open ear i wyjaśnia, dlaczego brak izolacji od otoczenia okazał się zaletą, a nie wadą.

4 min czytania

Słuchawki open ear to wybawienie. Przerzuciłem się pół roku temu i nie zamierzam wracać
Słuchawki open ear to wybawienie. Przerzuciłem się pół roku temu i nie zamierzam wracać

Pół roku temu do autora tekstu trafiły pierwsze słuchawki typu open ear i, jak sam przyznaje, go oczarowały. Nie był to spontaniczny zakup pod wpływem chwili ani efekt przeglądania nocnych promocji, lecz eksperyment poprzedzony tygodniami czytania recenzji, oglądania testów i zastanawiania się, czy konstrukcja, która z definicji nie izoluje użytkownika od świata, ma jakikolwiek sens.

Nic jednak nie przygotowało go na zderzenie z rzeczywistością, gdy po raz pierwszy założył jeden z takich modeli na uszy. Od tamtego momentu miał już na uszach kilka różnych par - różne marki, różne półki cenowe, różne sposoby mocowania - i zawsze odbierał je pozytywnie. Za każdym razem wracało uczucie, że wreszcie słyszy nie tylko to, co gra w słuchawkach, ale też otoczenie, co brzmi paradoksalnie, biorąc pod uwagę fakt, że producenci sprzętu audio robią wszystko, by odciąć użytkowników od zewnętrznego świata.

Do tej pory korzystałem głównie z dousznych i dokanałowych modeli

Zanim autor zdecydował się wypróbować otwarte słuchawki, przez długie lata korzystał właściwie ze wszystkiego. Na co dzień douszne i dokanałowe, przy komputerze przewijały się nauszne - można powiedzieć, że przerobił całe spektrum. Zauważył przy tym, że słuchawki przez te lata znacznie się rozwinęły i nawet tanie modele oferują dziś co najmniej przyzwoitą jakość dźwięku oraz jakąś formę wygłuszania otoczenia. To drugie szczególnie wpływało na niego negatywnie.

ANC w większości przypadków można wyłączyć, ale najpierw trzeba zdać sobie sprawę, że problem w ogóle istnieje. Autor przez długi czas żył w błogiej nieświadomości, że skoro muzyka brzmi dobrze, a on ma święty spokój, to wszystko jest w porządku.

Zaczęło się od rzeczy pozornie błahej. Podczas rozmowy, telefonicznej czy przez voice-chat w grze online, zaczął mówić głośniej, a później zbyt głośno. Bezpośrednią przyczyną było to, że przez wygłuszanie otoczenia słabo słyszał siebie, więc mówił głośniej, by się usłyszeć. Mechanizm prosty jak budowa cepa, a jednak zajęło mu sporo czasu, zanim go rozgryzł. Doszło do tego, że domownicy zaczęli narzekać na hałasy z pokoju. Na początku myślał, że przesadzają, bo od zawsze mówi tak samo, ale później nagrał się podczas rozmowy z innymi i odkrył, że faktycznie mówi znacznie głośniej niż kiedykolwiek wcześniej. Nie zmienił przy tym ani charakteru, ani tempa rozmów - zmieniły się tylko słuchawki, a właściwie ich rosnąca skuteczność w odcinaniu go od dźwięków zewnętrznych.

Słuchawki z otwartą konstrukcją to dla mnie było wybawienie

Wtedy trafiły do niego słuchawki z otwartą konstrukcją, takie, które oplatają uszy od góry. Autor nie zdradza marki ani modelu, bo - jak zaznacza - nie o robienie reklamy tutaj chodzi. Chodzi o to, że nagle, słysząc otoczenie, jego ton mówienia powrócił do ustawień fabrycznych. Odzyskał naturalną kontrolę nad własnym głosem, bo wreszcie słyszał to, co mówi, w kontekście tego, co dzieje się wokół niego.

Kolejnym pozytywem jest fakt, że bez strachu może ich używać podczas jazdy na rowerze czy biegania. Zdaje sobie sprawę, że słuchawki z wygłuszeniem mogą być przyczyną zagrożenia na jezdni, ale jazda bez muzyki jest o wiele mniej przyjemna, a on po prostu lubi, gdy w tle gra coś, co nadaje rytm do pedałowania. Teraz nie musi już nadrabiać ruchami głową, by wiedzieć, co dzieje się wokół niego. Podczas biegania i jazdy na rowerze słyszy nie tylko muzykę, ale też całe otoczenie: samochody, rowerzystów, pieszych, sygnały, ptaki, cokolwiek.

Czy wpływa to na to, że czasem mam wrażenie, że muzyka jest za cicho? Jasne, że tak. Ale jest to kompromis, na który jestem gotowy, bo w zamian dostaję coś, czego żadne ANC nie jest w stanie mi dać: pełną świadomość sytuacyjną.

autor tekstu, AntyWeb

Brakiem ANC autor się nie przejmuje, bo nawet słuchawki open ear mają często jakąś formę zagłuszania - ze względu na konstrukcję jest to trudniejsze do osiągnięcia i mniej skuteczne, ale nadal działa. Nie oczekuje ciszy w pociągu ani całkowitej izolacji podczas spaceru. Oczekuje, że będzie słyszał muzykę i jednocześnie będzie funkcjonował w świecie - i to dokładnie dostaje.

Jak podsumowuje, jest mu teraz na tyle dobrze, że nie zamierza wracać do klasycznych słuchawek.

Źródło: AntyWeb

Źródło: AntyWeb