Odzyskiwane kości RAM w nowych telefonach? Branża mówi o tanim sposobie na kryzys pamięci
Z Chin napływają sygnały, że do budżetowych smartfonów mogą trafiać układy RAM wylutowane ze zużytych urządzeń. Powodem jest gwałtowny wzrost cen pamięci, napędzany boomem na sztuczną inteligencję.
Coraz głośniej mówi się o praktyce, w ramach której producenci tańszych smartfonów mieliby montować kości RAM pochodzące z rozebranych telefonów, laptopów czy serwerów. Część z tych podzespołów miałaby za sobą nawet pięć do sześciu lat eksploatacji w poprzednich urządzeniach. Taki zabieg obniża koszty wytwarzania sprzętu, ale rodzi pytanie, na ile solidne są telefony reklamowane jako całkowicie nowe.
Układy po przejściach trafiają do nowych telefonów
Na chińskim rynku funkcjonuje już cały segment zajmujący się odzyskiem pamięci z wyeksploatowanego sprzętu elektronicznego. Proces wygląda tak: kości są wylutowywane z płyt, oczyszczane z resztek lutu, przechodzą regenerację styków lutowniczych, a następnie trafiają do testów. Te, które przejdą pozytywną weryfikację, zostają umieszczone na nowych płytkach drukowanych i trafiają finalnie do smartfonów. Celem jest wtórne wykorzystanie pojedynczych, wciąż sprawnych chipów, spełniających wymagane parametry. Jak dotąd nikt nie wskazał konkretnych producentów stosujących taką metodę, choć informacje o jej powszechności w Chinach pojawiają się coraz częściej.
Głównym argumentem przemawiającym za takim rozwiązaniem pozostaje koszt. Pamięci po regeneracji mogą być tańsze o 40-60 proc. względem fabrycznie nowych egzemplarzy. Przy produkcji najtańszych modeli, gdzie marże są minimalne, taka różnica w cenie robi istotną różnicę. Problem w tym, że kupujący najczęściej nie ma pojęcia, że część podzespołów w jego nowym telefonie już wcześniej pracowała. Sam produkt jest nowy, ale niekoniecznie wszystkie elementy wewnątrz pochodzą prosto z linii produkcyjnej.
Niedobory pamięci wymuszają szukanie oszczędności
Źródłem całego zamieszania jest przede wszystkim boom na sztuczną inteligencję. Producenci chipów przesuwają inwestycje w stronę bardziej dochodowych pamięci HBM oraz rozwiązań przeznaczonych dla serwerów, co odbija się na dostępności układów LPDDR stosowanych w telefonach. Dane, na które się powołuje, wskazują, że ceny LPDDR4 i LPDDR5 w drugim kwartale 2026 roku były niemal trzykrotnie wyższe niż jeszcze w czwartym kwartale 2025 roku. Agencja Reuters donosiła ponadto, że braki na rynku mogą potrwać co najmniej do 2027 roku. Najbardziej odczuwa to segment urządzeń budżetowych, gdzie wzrost cen szybko zniechęca klientów do zakupu. W takich realiach sięganie po odzyskane, sprawne podzespoły staje się atrakcyjną drogą obejścia drożejących komponentów.
Czy zastosowanie regenerowanej pamięci automatycznie oznacza słabszy telefon? Niekoniecznie. Układ RAM, który przeszedł rzetelne testy i okazał się sprawny, potrafi działać prawidłowo przez kolejne lata. Problem w tym, że trudno z całą pewnością stwierdzić, w jakich warunkach pracował wcześniej i na co był narażony. Dodatkowym obciążeniem jest sam proces wylutowania i ponownego montażu. W skrajnych sytuacjach może to zwiększać prawdopodobieństwo niestabilnej pracy systemu, błędów czy samoistnych restartów. Znaczenie ma też jakość samego odzysku, przeprowadzonych testów oraz finalnego montażu. Na razie jednak nie ma doniesień o masowej fali usterek, które dałoby się jednoznacznie powiązać z tą praktyką. Nie potwierdzono też, by regenerowane pamięci trafiały do flagowych modeli Xiaomi, Oppo czy Vivo. Oszczędności po stronie producentów nie powinny przekładać się na większe ryzyko dla użytkowników, zwłaszcza że smartfon zwykle kupuje się z myślą o wieloletnim użytkowaniu.
Źródło: AntyWeb


