Technologie

NATO po raz pierwszy zestrzeliło drona nad Litwą

W nocy z poniedziałku na wtorek litewskie radary wykryły nadlatujący obiekt, a kilkanaście minut później myśliwce sojusznicze zestrzeliły go w rejonie wsi Pratkūnai. To pierwszy taki incydent bezpośrednio nad terytorium Litwy.

4 min czytania

NATO otworzyło ogień nad Litwą. Pierwszy taki przypadek
NATO otworzyło ogień nad Litwą. Pierwszy taki przypadek

Tuż przed północą litewskie systemy radarowe wychwyciły obiekt zbliżający się do granicy kraju. Zanim minęło kwadrans, sprawa była zamknięta — samoloty NATO startujące z bazy w Šiauliai namierzyły i zniszczyły bezzałogowiec nieopodal wsi Pratkūnai. Wszystko wskazuje na to, że maszyna wleciała z terytorium Białorusi. Jest to pierwszy odnotowany przypadek, gdy siły powietrzne NATO strzelały do drona bezpośrednio nad litewskim terytorium.

Obiekt wykryto tuż przed północą

Według komunikatu litewskiej armii, nieznany obiekt kierujący się w stronę kraju zauważono w nocy z poniedziałku na wtorek, około godziny 00:00. Po potwierdzeniu, że chodzi o drona, uruchomiono standardową procedurę przechwytywania. Około 00:20 maszyna została strącona przez myśliwce sojusznicze, które wystartowały z bazy lotniczej w Šiauliai.

Fragmenty drona znaleziono w okolicach wsi Pratkūnai, w rejonie koszedarskim, leżącym między Wilnem a Kownem. Obszar zabezpieczyły żandarmeria wojskowa oraz policja. Na miejscu trwają prace nad ustaleniem trzech kluczowych kwestii: jakiego typu była to maszyna, z jakiego dokładnie miejsca wystartowała oraz czy miała na pokładzie materiały wybuchowe. Żadna z tych informacji nie jest jeszcze znana.

Litewskie Narodowe Centrum Zarządzania Kryzysowego przekazało jedynie, że według wstępnych danych dron najpewniej wleciał w przestrzeń powietrzną kraju z terenu Białorusi. To jednak nie jest równoznaczne z ustaleniem jego rosyjskiego lub białoruskiego pochodzenia.

Włoscy piloci pozostają w gotowości całą dobę

Jak podało litewskie wojsko, do akcji przechwycenia wysłano samoloty należące do sojuszników z Włoch, choć komunikat nie precyzował, o jakie konkretnie maszyny chodzi. Od końca lipca w bazie w Šiauliai stacjonuje włoski kontyngent z czterema Eurofighterami Typhoon EF-2000, który obecnie pełni służbę w ramach misji NATO Baltic Air Policing.

Litwa, Łotwa i Estonia nie dysponują własnymi eskadrami myśliwców zdolnymi do samodzielnego, całodobowego patrolowania przestrzeni powietrznej. Od momentu przyjęcia państw bałtyckich do NATO w 2004 roku to zadanie realizują rotacyjnie państwa sojusznicze.

Załogi trzymane są w stałej gotowości do niezwłocznego startu. Decyzję o poderwaniu maszyn może podjąć Combined Air Operations Centre NATO, mające swoją siedzibę w niemieckim Uedem. Zadanie pilotów obejmuje wykrycie celu, jego identyfikację, a w razie potrzeby — odpowiednie zneutralizowanie.

Zwykle chodzi o reagowanie na rosyjskie samoloty wojskowe przemieszczające się między Rosją a obwodem królewieckim bez zgłoszonego planu lotu, włączonego transpondera czy kontaktu z kontrolerami ruchu lotniczego. Ostatnio jednak coraz częściej wśród takich celów pojawiają się drony.

Dwa dni wcześniej alarm wywołało stado ptaków

Litwa znalazła się w stanie podwyższonej gotowości już 13 września. Radary ponownie zarejestrowały wtedy sygnał mogący pochodzić od bezzałogowca. W efekcie w powietrze skierowano myśliwiec NATO, ograniczono operacje na lotnisku w Wilnie i rozesłano ostrzeżenia do mieszkańców. Po dotarciu na miejsce okazało się jednak, że radary śledziły stado ptaków — tym razem sygnał alarmowy był fałszywy.

Po wykryciu domniemanego drona ostrzeżenia dotarły między innymi do mieszkańców Wilna, rejonu wileńskiego, Trok oraz Elektrėnai. Czasowo ograniczono także funkcjonowanie lotniska w Wilnie. Po krótkim czasie zagrożenie zostało odwołane, ponieważ cel przestał istnieć — cała procedura zajęła kilkadziesiąt minut.

19 maja doszło do pierwszego w historii zestrzelenia drona naruszającego przestrzeń powietrzną jednego z państw bałtyckich przez NATO. Wówczas rumuński F-16 wystrzelił jedną rakietę i zniszczył nad Estonią ukraińskiego bezzałogowca, który — jak przypuszczano — zboczył z trasy w wyniku rosyjskiego zakłócania sygnału GPS.

8 czerwca podobny incydent miał miejsce nad Łotwą. Francuskie myśliwce Rafale wystartowały z bazy w Šiauliai i strąciły drona, który wleciał nad wschodnią część kraju.

14 sierpnia doszło do kolejnego takiego zdarzenia — myśliwce NATO po raz kolejny otworzyły ogień nad terytorium Łotwy. Kilka dni po tym incydencie łotewskie władze wojskowe potwierdziły, że zniszczony bezzałogowiec należał do Ukrainy i najprawdopodobniej zszedł z kursu za sprawą rosyjskich systemów walki elektronicznej. Wtorkowe zdarzenie nad Litwą to zatem pierwsze tego typu zestrzelenie w tym kraju, choć w regionie to już kolejny taki przypadek w ciągu ostatnich kilku miesięcy.

Wciąż nie wiadomo, czy dron był rosyjski

Sam fakt, że bezzałogowiec przyleciał od strony Białorusi, nie jest jednoznacznym dowodem na jego rosyjskie pochodzenie. Drony dalekiego zasięgu potrafią pokonywać setki, a czasem nawet ponad 1000 kilometrów. Jednocześnie terytoria Rosji i Białorusi są gęsto pokryte systemami zagłuszania oraz fałszowania sygnałów GPS. W efekcie maszyna zaprogramowana na inny cel może w rzeczywistości znaleźć się daleko od zamierzonej trasy — podobne sytuacje miały już miejsce w Estonii i na Łotwie.

Z drugiej strony państwa NATO wielokrotnie odnajdywały na swoim terytorium resztki dronów rosyjskich, a także maszyn wykorzystywanych przez Rosję jako cele pozorne. Do czasu zakończenia badania wraku przez litewskie służby obie hipotezy pozostają aktualne.

Do niedawna misja Baltic Air Policing kojarzyła się głównie z podlotem do rosyjskiego samolotu, zademonstrowaniem uzbrojonego myśliwca i odprowadzeniem intruza od granicy NATO. Teraz coraz częściej scenariusz wygląda inaczej — pilot otrzymuje cel, identyfikuje bezzałogowiec i faktycznie oddaje strzał. Na Litwie doszło do tego właśnie po raz pierwszy.

Źródło: Spider's Web