Koniec ery kompaktowych smartfonów: dlaczego większy ekran to lepszy wybór
Autor komentarza przekonuje, że dzisiejsze "małe" smartfony wcale małe nie są, a modele z ekranami blisko 6,9 cala oferują realną przewagę nad wersjami 6,3-calowymi.
W ciągu ostatnich dziesięciu lat rynek smartfonów przeszedł ogromną metamorfozę, a kompaktowe modele z wyświetlaczami rzędu 5 cali odeszły do lamusa. Na horyzoncie pojawiają się dziś składane konstrukcje, jak Galaxy Z Fold 8 czy iPhone Duo, których zewnętrzne panele mają około 5,5 cala, ale to zupełnie inna kategoria sprzętu, bo urządzenia te dysponują dwoma ekranami.
W tradycyjnych telefonach normą stały się dziś wyświetlacze o przekątnej od 6,1 do 6,9 cala, a producenci coraz częściej sięgają po górne wartości tego przedziału. Zdaniem autora to dobry kierunek, ponieważ mniejsze ekrany w praktyce nie mają dziś większego sensu.
Małych smartfonów już nie ma - są tylko mniej duże
Gdy branża zaczęła przestawiać się na wyświetlacze wokół 6 cali, urządzenia z ekranami 5-calowymi i mniejszymi praktycznie wypadły z oferty. Wśród dużych graczy jedynie Apple trzymało się takich rozmiarów aż do 2022 roku. Ostatnim reprezentantem tego trendu był iPhone 13 mini z ekranem 5,4 cala, wprowadzony w 2021 roku, a rok później zadebiutował iPhone SE trzeciej generacji z panelem 4,7 cala - w praktyce odświeżona wersja iPhone'a 8 z 2017 roku.
Od tamtej pory za najmniejsze uznawano ekrany 6,1 oraz 6,2 cala, stosowane przez Apple i Samsunga. Z czasem jednak i te ustąpiły miejsca panelom 6,3 cala, które dziś znajdziemy zarówno w iPhone'ach Pro, jak i w podstawowym modelu Galaxy S26.
To właśnie takie telefony przejęły etykietę "małego smartfona", choć w rzeczywistości małe nie są - można je nazwać jedynie mniej dużymi. Trudno stawiać je w jednym rzędzie z dawnymi, naprawdę kompaktowymi urządzeniami. Dzisiejsze modele mają zupełnie inne proporcje ekranu i, co najważniejsze, znacznie węższe ramki wokół wyświetlacza.
W najlepszych konstrukcjach ramka ma poniżej 1,5 mm i jest równa z każdej strony. Wcześniej częściej spotykało się rozwiązanie, w którym boczne krawędzie były względnie wąskie, a nad i pod ekranem zostawały spore, niewykorzystane powierzchnie.
W efekcie iPhone 8 Plus, mimo swoich dużych gabarytów, dawał mniejszy ekran (5,5 cala) niż fizycznie mniejszy iPhone 18 Pro z panelem 6,3 cala. iPhone 8 Plus mierzył 158,40 x 78,1 x 7,5 mm, a 18 Pro - 150,0 x 71,9 x 8,75 mm, czyli mówimy o znacznie mniejszym urządzeniu.
Niemniej telefon o wysokości 15 cm i szerokości 72 mm nie zasługuje na etykietę "małego". To nie jest sprzęt kompaktowy w takim rozumieniu, jak iPhone 13 mini z 2021 roku, który miał ekran 5,4 cala i wymiary zaledwie 13,1 x 6,4 cm.
Modele z ekranem blisko 6,9 cala mają wyraźną przewagę
Producenci oferują też większe warianty, z wyświetlaczami sięgającymi około 6,9 cala, i w opinii autora to właśnie ten rozmiar sprawdza się najlepiej. Telefony z takim ekranem są tylko odrobinę większe od wersji 6,3-calowych, co widać choćby po porównaniu iPhone'a 18 Pro i 18 Pro Max. Różnice w wymiarach nie są dramatyczne:
- iPhone 18 Pro: 150,00 x 71,90 x 8,75 mm
- iPhone 18 Pro Max: 163,40 x 78,00 x 8,75 mm
Mówimy więc o dodatkowych 13 mm wysokości i 6 mm szerokości. Większy model nie jest też dramatycznie ciężarszy: 249 g wobec 211 g. Żadnego z nich nie można nazwać lekkim, ale skala różnicy jest niewielka.
Wybierając nieco większy telefon, otrzymujemy jednak realnie lepszy sprzęt. Po pierwsze - większą powierzchnię roboczą wyświetlacza. Panel 6,9 cala ułatwia oglądanie filmów i seriali - na większym ekranie treści po prostu prezentują się wygodniej.
Znacznie istotniejsza jest jednak pojemność baterii. Większa obudowa daje więcej miejsca na akumulator, dzięki czemu telefon z ekranem 6,9 cala wytrzymuje na jednym ładowaniu dłużej niż model 6,3-calowy. Widać to na przykładzie iPhone'ów 18 Pro i 18 Pro Max - według Apple mniejsza wersja zapewnia do 23 godzin pracy w standardowym użytkowaniu, a Pro Max - do 29 godzin.
Różnica cenowa między wariantami nie jest duża. W ofercie Apple wynosi 500 zł: iPhone 18 Pro kosztuje 6299 zł, a iPhone 18 Pro Max - 6799 zł.
Nie wiem, jak wy, ale ja wolę trochę większe urządzenie, które jest w stanie działać znacznie dłużej na jednym ładowaniu.
autor komentarza, Spider's Web
Dodatkowe milimetry wydają się warte poświęcenia, tym bardziej że smartfon towarzyszy nam praktycznie przez cały dzień - służy do kontaktu ze światem, płatności za zakupy i załatwiania codziennych spraw.
Autor przyznaje, że telefony z ekranem 6,3 cala są wygodniejsze w obsłudze jedną ręką niż ich większe odpowiedniki. Mimo to skłania się w stronę większego wariantu, który po prostu dłużej wytrzymuje bez ładowania - i z tego powodu, wybierając własny telefon, postawił na iPhone'a 17 Pro Max zamiast na iPhone'a 17 Pro.
Źródło: Spider's Web


