AI

Jak sztuczna inteligencja przepisuje nasze wspomnienia o bliskich

Coraz więcej osób prosi AI o „ożywienie” zdjęć zmarłych bliskich, licząc na odzyskanie pamięci o nich. Badania MIT pokazują jednak, że taka ingerencja może tworzyć fałszywe wspomnienia, w które wierzymy mocniej niż w prawdziwe.

10 min czytania

Nic po nas nie zostanie. Technologie zmieniają nawet wspomnienia
Nic po nas nie zostanie. Technologie zmieniają nawet wspomnienia

Na początku października na jednej z facebookowych grup zajmujących się „ożywianiem” starych fotografii za pomocą sztucznej inteligencji pojawiło się zdjęcie mężczyzny w ciemnym garniturze, pod krawatem i w białej koszuli. Autor zdjęcia, syn mężczyzny widocznego na mocno wyblakłej fotografii nagrobkowej, napisał krótko, że prosi o odświeżenie wizerunku ojca, bo niewiele go pamięta.

Nie udało się ustalić, czy mężczyźnie faktycznie udało się dzięki AI przywrócić obraz zgodny z tym, jak zapamiętał go on sam lub jego rodzina – próby kontaktu z autorem posta nie przyniosły odpowiedzi. Tego rodzaju prośby mnożyły się jednak w okolicach Wszystkich Świętych i Zaduszek, co pokazuje, jak wiele osób sięga po technologię, próbując poprawić jakość lub odtworzyć pamiątki po zmarłych. Wraz z upowszechnieniem generatywnej AI takich prób będzie z pewnością przybywać, a to rodzi pytania o to, na ile maszyny powinny stawać się strażnikami naszej przeszłości.

Fałszywa pamięć

Naukowcy z Massachusetts Institute of Technology sprawdzili, jak korzystanie z narzędzi opartych na AI wpływa na ludzką pamięć. W eksperymencie 200 uczestnikom pokazano zdjęcia przedstawiające wesele, ulicę w mieście oraz wyścig. Po przerwie część badanych zobaczyła te same fotografie ponownie, a część – ich wersje zmodyfikowane przez sztuczną inteligencję. Następnie przeprowadzono test pamięci.

Rezultaty zaskoczyły zespół badawczy: u osób, które oglądały obrazy przerobione przez AI, odnotowano więcej fałszywych wspomnień, a dodatkowo byli oni bardziej przekonani o ich prawdziwości niż grupa kontrolna.

To bardzo niebezpieczne

prof. Pattie Maes, współautorka badania, w rozmowie z Washington Post

Jak podkreśla badaczka, sztuczna inteligencja nie tylko zmienia to, co pamiętamy, ale potrafi niemal „zaszczepić” nam wspomnienia zdarzeń, które nigdy nie miały miejsca. Na tym ryzyko się nie kończy – AI, zdolna błyskawicznie przechowywać i przeszukiwać ogromne zbiory danych, wydaje się naturalnym narzędziem do archiwizacji przeszłości, lecz rekonstruując ją, może narzucać własną interpretację albo wprowadzać w błąd. Inne badania pokazują też, że granica między naszymi myślami a treściami wygenerowanymi przez maszynę się zaciera, co finalnie wpływa na to, co uznajemy za swoje wspomnienia – a to z kolei może zaburzyć poczucie tego, kim właściwie jesteśmy.

Cienie przeszłości

Pamięć w dużej mierze decyduje o tym, kim jesteśmy. Doświadczenia z przeszłości, zwłaszcza te z dzieciństwa, kształtują poczucie własnej wartości, podejmowane decyzje, relacje z innymi i naszą tożsamość. Wspomnienia wyznaczają kierunek, w jakim patrzymy na świat, wpływają na sposób przyswajania nowych informacji oraz na to, jak odbieramy teraźniejszość.

Wspomnienia są cieniami przeszłości, ale także latarkami przyszłości

Yasemin Saplakoglu, dziennikarka naukowa Quanta Magazine

Pamięć jest jednocześnie jednym z najbardziej zawodnych elementów naszego umysłu. Zapamiętujemy zaledwie fragment tego, co nas spotyka, a szczegóły z czasem zacierają się i ulegają modyfikacjom – naukowcy wskazują, że wspomnienia mogą zmieniać się za każdym razem, gdy do nich wracamy.

Wbrew popularnemu wyobrażeniu ludzka pamięć nie działa jak dysk twardy czy szafka z aktami, w której wiernie przechowywane są zapisy przeszłości. Z anatomicznego punktu widzenia to sieć miliardów neuronów połączonych ze sobą w różnych obszarach mózgu – im silniejsze są te połączenia, tym trwalsze staje się wspomnienie.

Kluczową rolę w procesie zapamiętywania odgrywają emocje, zwłaszcza te negatywne – strach, lęk, wstyd czy gniew. Im silniej je odczuwamy, tym lepiej dane przeżycie zostaje zakodowane w pamięci, co jest efektem ewolucji: mózg uczy nas unikać niebezpiecznych sytuacji w przyszłości. Dlatego wypadek samochodowy, w którym mogliśmy stracić życie, zapamiętamy znacznie wyraźniej niż smaczną pizzę zjedzoną na wakacjach, która zatrze się w pamięci w ciągu kilku dni.

Silne emocje sprawiają też, że częściej wracamy myślami do pewnych wydarzeń i osób, co dodatkowo utrwala je w pamięci – podobnie jak wydeptana ścieżka staje się łatwiejsza do przejścia, im częściej z niej korzystamy. Ma to jednak swoją cenę: przywołując wspomnienie, jednocześnie je zniekształcamy. Pamiętamy bowiem wspomnienie o wspomnieniu, a z czasem wspomnienie o wspomnieniu wspomnienia, dodatkowo uzupełnione wiedzą zdobytą później, co w efekcie tworzy spójną, ale niekoniecznie wierną historię.

Nasze wspomnienia są rekonstruowane za każdym razem, gdy próbujemy coś sobie przypomnieć

prof. Rose Cooper z Cardiff Metropolitan University, w rozmowie z The Atlantic

Innymi słowy, za każdym razem budujemy wspomnienie od nowa, korzystając z rozproszonych w mózgu fragmentów – obrazów, zapachów, smaków, scen. Z każdym kolejnym aktem przypominania wkradają się drobne zmiany, przez co to, co pamiętamy, coraz bardziej przypomina kopię kopii kopii, oddaloną od pierwowzoru.

Marcel Proust w dziele W poszukiwaniu straconego czasu zauważył, że wspomnienie rzeczy minionych niekoniecznie oznacza wspomnienie rzeczy takimi, jakie były. Pisarz pokazywał, że pamięć nie jest obiektywnym zapisem przeszłości, lecz subiektywnym procesem kształtowanym przez emocje, wyobraźnię i upływ czasu – służy nie tyle rejestrowaniu faktów, co budowaniu opowieści o naszym życiu.

Indywidualnego. Osobistego. W tym wymiarze fakt przestaje być tożsamy z prawdą.

Prawda różni się od faktu tym, że jest własna, fakt należy do wszystkich

Remigiusz Ryziński, "Uczeń" (Wydawnictwo Literackie, październik)

Ryziński, pisarz, filozof i reporter, w autofikcyjnej i bardzo osobistej powieści próbuje zrozumieć, kim był jego ojciec i dlaczego był taki, jaki był – człowiekiem uzależnionym od alkoholu, który przemocą i codziennym terrorem krzywdził całą rodzinę. Cierpienie, lęk i wstyd, zapisane w traumatycznych wspomnieniach, okazały się trwalsze niż życie samego sprawcy, a przy tym każda z osób – syn, siostra, matka – pamięta tę samą przeszłość zupełnie inaczej, przez pryzmat własnego doświadczenia.

Fakt to nie to samo co indywidualna prawda, żywa pamięć człowieka. W książce przyglądam się właśnie jej, eksploruję, opisuję z całym jej rozedrganiem. Cytuję zdając sobie sprawę z jej ułomności. Dla mnie literatura zaczyna się właśnie tam, gdzie suchy fakt przestaje wystarczać

Remigiusz Ryziński

Na kolejnych stronach Ucznia autor szuka śladów, które wyjaśniłyby zachowanie ojca, a zarazem potwierdziły coś, czego jako dziecko nigdy od niego nie usłyszał – że go kocha. Szuka więc dowodów na miłość, choćby najdrobniejszych okruchów.

Zdjęcie jest dowodem nie tyle na to, że rzeczywistość wyglądała dokładnie tak, jak została zarejestrowana przez obiektyw, ile na to, że sam akt fotografowania się wydarzył

Remigiusz Ryziński

Ryziński przyznaje, że w książce kurczowo trzyma się obrazu, jaki podsuwa jedyne posiadane zdjęcie z ojcem.

Pracując nad książką, miałem desperacką nadzieję, że ta mała, wyblakła odbitka to dowód, że ojciec przez ułamek sekundy przy mnie stał i mnie kochał

Remigiusz Ryziński

Poszukiwanie takich dowodów może pomóc w odnajdywaniu wspomnień – wiele z nich da się przywołać, jeśli damy sobie na to czas i przestrzeń. Zwykle jednak zagłębiamy się w przeszłość tylko na chwilę, krążąc blisko znanego terenu, choć wcale nie musi tak być.

Jeśli pójść dalej, można odkryć satysfakcjonujące wspomnienia pozbawione oczywistego znaczenia. Udowadnia to Joe Brainard w książce I Remember, złożonej niemal wyłącznie z krótkich, często jednozdaniowych fragmentów zaczynających się od słowa „pamiętam”. Każde zdanie to osobna wycieczka w przeszłość, a zebrane razem tworzą wielowarstwowy obraz dawnych chwil.

W takich podróżach do przeszłości pomagają rozmowy z bliskimi i wspólne próby przypominania sobie zdarzeń – tak właśnie pracował Ryziński, a jego książka zaskakuje gęstością szczegółów. Rozmowy z matką i siostrą pozwoliły mu odtworzyć wiele scen i doświadczeń. Przez lata nie potrafił jednak przywołać z pamięci ani jednego dobrego wspomnienia związanego z ojcem – ten nigdy się z nim nie bawił, nie kopał piłki na podwórku, nie zabrał go do biblioteki.

Kiedy próbowaliśmy z mamą i siostrą przeszukiwać przeszłość w poszukiwaniu choćby jednej normalnej zabawy z ojcem, długo nie mogliśmy niczego sobie przypomnieć. Aż w końcu pojawiła się we wspomnieniu jedna taka sytuacja. Jedna na całe dzieciństwo. Odzyskiwanie pamięci o ojcu było więc rozpaczliwym polowaniem na każdy możliwy okruch dobra

Remigiusz Ryziński

Autor Ucznia przyznaje, że do rekonstrukcji wspomnień wystarczał czasem drobny bodziec z otoczenia.

Zapach farby malarskiej, liście na cmentarzu jesienią. W ułamku sekundy otwierają się zapadki pamięci i wraca do mnie wspomnienie, moja prawda o tym, co było

Remigiusz Ryziński

Pisarz podkreśla, że wiele wspomnień, zwłaszcza tych traumatycznych, nosił w sobie przez długi czas, bezskutecznie próbując o nich zapomnieć.

Kiedy dorosłem i wyjechałem z domu ta przeszłość zaczęła do mnie powracać. Nie w postaci luźnych wspomnień, lecz gotowych zdań. Wiele z nich zapisywałem. Napisałem nawet krótki prozatorski tekst o ojcu, który mimo upływu dekad był emocjonalnie niemal identyczny z tym, co napisałem teraz

Remigiusz Ryziński

Przedmioty bywają nośnikiem pamięci zamkniętej w słowach, ale równie często same stanowią dowody z przeszłości przywołujące wspomnienia. Pokazał to zmarły w zeszłym roku Marcin Wicha w książce Rzeczy, których nie wyrzuciłem, w której to właśnie przedmioty – książki, notesy, nawet rachunki – stają się śladem charakteru i niewypowiedzianych emocji bliskiej osoby.

Opisywane w książce porządkowanie mieszkania nie jest zwykłą inwentaryzacją dobytku, lecz intymną próbą odtworzenia tego, kim była matka autora i jaka łączyła ich więź. Przedmioty nie służą tu fetyszyzowaniu pamięci, a raczej pomagają oswoić żałobę i pożegnanie.

Śmierć nie kończy relacji – kontynuujemy ją, choć pod nieobecność zmarłej osoby. Przedmioty mogą pomagać podtrzymywać ten kontakt w pamięci, choć – jak zauważa Agnieszka Taborska – ich nadmiar bywa szkodliwy.

Taborska, historyczka sztuki, jest autorką książki Bez skóry. Jak rozmawiać z ludźmi w żałobie, w której opisuje żałobę po śmierci męża, Marcina Giżyckiego. Para przez lata gromadziła obrazy, płyty, książki, znaleziska z pchlich targów i pamiątki z podróży.

W mansardzie, skąd z panem rozmawiam, jest tyle przedmiotów, że przestałam je odkurzać. Zaraz po śmierci Marcina rozdałam wiele rzeczy, łącznie z jego ulubionymi zegarkami. Nadmiar przedmiotów nie był kotwicą pamięci, lecz ciężarem. Może kiedyś będę żałowała tych decyzji. Ale po co trzymać coś, co rozdrapuje ranę?

Agnieszka Taborska

Rzeczy się dla mnie niespecjalnie liczą, choć każda i każdy przeżywa stratę inaczej. Marcin żyje w swoich książkach, filmach, fotografiach, kolażach, rysunkach, w moich snach i w opowieściach przyjaciół. Na pewno nie w przedmiotach

Agnieszka Taborska

Pamięć jest sprawą głęboko indywidualną i potrafi ją uruchomić nawet smak czy zapach – tak było u Marcela Prousta, któremu zapach magdalenek przywoływał lawinę wspomnień.

Osobistym portalem do wspomnień o zmarłym kilkanaście lat temu ojcu autora była drewniana szafa, która w czasach jego dzieciństwa stała w pomieszczeniu obok kuchni, pełniącym funkcję zarówno garderoby, jak i spiżarni. Wisiały w niej koszule, marynarki i kurtka ojca. Po jego śmierci szafa stała przez pewien czas nieużywana, lecz wystarczyło ją otworzyć, by cofnąć się w czasie i poczuć znajomy zapach – perfum, potu, kurzu – a wraz z nim obecność i wspomnienia.

Dziś tej szafy już nie ma, podobnie jak koszul, marynarek czy kurtki – pozostały wyłącznie w pamięci, która z czasem się zaciera, miesza i zniekształca, i to bez udziału sztucznej inteligencji. Raz szafa wydaje się brązowa i zrobiona ze sklejki, innym razem wysoki połysk, a jeszcze innym razem dębowe, matowe drewno. Liczy się jednak to, że istniała – bez niej nie byłoby ani tego zapachu, ani samych wspomnień.

Dom, w którym stała szafa, należy dziś do kogoś innego, lecz pamięć wciąż trwa. To skłania do pytania, czy podobnie będzie z obecnym pokoleniem, które także się starzeje i prędzej czy później odejdzie, nie zostawiając po sobie zbyt wiele trwałych śladów.

Co przemówi w naszym imieniu, gdy nas zabraknie? Rodzice zostawiali domy pełne nośników pamięci – starych mebli z historią, pamiątek, ulubionych płyt, książek z zagiętymi rogami i notatkami na marginesach, albumów ze zdjęciami. Pokolenie obecne często dysponuje jedynie wynajętą kawalerką, tekturowym stolikiem z IKEA, serwisami streamingowymi, ebookami i wspomnieniami zapisanymi w chmurze – coraz mniej fizycznych przedmiotów, coraz więcej cyfrowych śladów, o które nikt nie będzie się musiał potykać ani które porządkować.

Możliwe więc, że jedynym dziedzictwem po nas okaże się historia przeglądarki, playlisty stworzone na Spotify albo wspomnienia zniekształcone przez sztuczną inteligencję – a w wersji premium awatar opowiadający o tym, kim nie byliśmy, dopóki ktoś opłaca subskrypcję.

Źródło: Spider's Web