Technologie

Belmont's Curse: nowa Castlevania wciąga na długie godziny, choć nie jest wolna od wad

EVIL EMPIRE, twórcy Dead Cells i The Rogue Prince of Persia, łączą klasyczną formułę metroidvanii z nowoczesną oprawą. Efekt to rozbudowana przygoda, która potrafi zachwycić, ale też chwilami irytuje.

5 min czytania

Castlevania wraca do korzeni. W Belmont’s Curse można przepaść na wiele godzin
Castlevania wraca do korzeni. W Belmont’s Curse można przepaść na wiele godzin

Fabuła gry przenosi nas 23 lata po zdarzeniach znanych z Castlevania III: Dracula's Curse - tytułu, który zadebiutował na Nintendo Entertainment System jeszcze w 1989 roku. Tym razem losy bohaterów toczą się w ogarniętym chaosem Paryżu, nad którym wisi cień zamku Drakuli. Główną rolę odgrywa Rose, młoda łowczyni wampirów i córka Trevora Belmonta - legendarnego pogromcy Drakuli. Bohaterka musi stawić czoła nie tylko hordom potworów, ale też klątwie, którą odziedziczyła po zmarłej matce. Twórcy zadbali o to, by historia była zrozumiała dla nowych graczy, nie rezygnując jednocześnie z nawiązań, które docenią fani pamiętający jeszcze pierwsze odsłony serii z początków konsolowej ery.

Mocną stroną produkcji jest sposób, w jaki klasyczne elementy serii zostały zestawione ze współczesnym językiem gatunku metroidvania. Gotycka architektura, mroczne podziemia i okazałe wnętrza wciąż oddają klimat oryginału, ale barwna grafika, płynność animacji oraz udogodnienia dla graczy nadają całości nowoczesny rys. Studio EVIL EMPIRE nie starało się odtworzyć dawnych gier один do jednego - zamiast tego sięgnęło po rozwiązania sprawdzone we wcześniejszych projektach, takich jak Dead Cells czy The Rogue Prince of Persia.

Bicz, który napędza rozgrywkę

Głównym orężem Rose pozostaje Vampire Killer - rozpoznawalny bicz rodu Belmontów, który w grze pełni znacznie więcej funkcji niż tylko zadawanie obrażeń. Dzięki niemu bohaterka może przyciągać się do wrogów, chwytać uchwyty i sprawnie pokonywać rozbudowane fragmenty platformowe. W udanych momentach skoki, uniki, ataki i zmiany kierunku łączą się w płynną sekwencję ruchów, przez co samo poruszanie się po planszach bywa równie satysfakcjonujące co walka. Nie wszystko jednak działa bez zarzutu - część animacji uruchamia się z zauważalnym opóźnieniem, a mechanizm przyciągania biczem nie zawsze reaguje zgodnie z oczekiwaniami. Kłopotem bywa też celowanie w ośmiu kierunkach, zwłaszcza w starciach z szybkimi przeciwnikami. W tytule stawiającym na refleks i precyzję liczoną w ułamkach sekundy takie niedoskonałości potrafią irytować.

Walka, magia i rozwój postaci. Jest co robić

System walki daje graczowi sporo elastyczności, bo Vampire Killer to dopiero wstęp do całego arsenału broni dostępnego dla Rose. Każdy oręż różni się zasięgiem, tempem i siłą ciosów, a dodatkowo dostępne są relikty, które pozwalają dopasować styl gry do własnych preferencji. Ważną rolę odgrywają też Arkana, powiązane z kartami tarota. Postacie napotykane w trakcie przygody trafiają do talii Rose, otwierając dostęp do nowych zaklęć i dodatkowych zadań. To również element, który rozwija wątki fabularne - w tym historię samej bohaterki oraz jej matki, zmarłej tuż po porodzie. Dzięki kartom tarota i innym artefaktom rozwój postaci nie ogranicza się do prostego podbijania statystyk - eksperymentowanie z umiejętnościami pozwala zmieniać taktykę w starciach z kolejnymi przeciwnikami. Zwykłe walki są dynamiczne, choć pojedynki z bossami bywają nierówne pod względem poziomu trudności. Widowiskowym animacjom nie zawsze towarzyszą czytelne wzorce ataków, a nagłe skoki trudności potrafią wybić z rytmu i zepsuć przyjemność z rozgrywki.

Eksploracja pełna sekretów. To, co fani Castlevanii lubią najbardziej

Jednym z największych atutów Belmont's Curse jest mapa świata - rozległa, wielopoziomowa i pełna ukrytych przedmiotów, skrótów oraz pomieszczeń dostępnych dopiero po zdobyciu nowych zdolności. Powroty do wcześniej zwiedzonych miejsc mają sens, bo niemal zawsze kryje się tam coś nowego do odkrycia. Na uznanie zasługują również zagadki wymagające uważnej lektury wskazówek i obserwacji otoczenia - twórcy przygotowali między innymi łamigłówki muzyczne, mechaniki oparte na lustrach oraz wymagające sekwencje wspinaczkowe. Nie wszystkie rozwiązania są jednak równie wygodne - ograniczone możliwości szybkiej podróży, nierówne rozmieszczenie punktów zapisu i niejasne podpowiedzi potrafią zmuszać do bezcelowego krążenia po mapie.

Trudność i oprawa techniczna

Gry nie da się nazwać łatwą - wymaga szybkiego przyswajania mechanik i uważnej obserwacji otoczenia. To nie jest bezmyślne powtarzanie tych samych czynności, choć miejscami potrafi być nużąca. Przeciwnicy bezlitośnie karzą za pochopne ataki, a kolejne wyzwania weryfikują znajomość systemów gry. Dla osób, które poczują się przytłoczone poziomem trudności, przewidziano opcje dostępności - można zwiększyć zadawane obrażenia, powiększyć zapas mikstur czy skrócić czas powrotu do walki z bossem po porażce. Jest też tryb nieśmiertelności, z którego skorzystają gracze, dla których wysoki poziom wyzwania bywa źródłem frustracji.

Pod względem wizualnym gra prezentuje się bardzo dobrze. Płonący Paryż, zimne i mroczne katakumby oraz rozbudowane wnętrza zamku wyróżniają się kolorystyką i starannie wykonanymi tłami. Styl 2.5D podtrzymuje teatralny charakter typowy dla serii Castlevania, nie usiłując naśladować estetyki wczesnych odsłon. O ile warstwa graficzna robi dobre wrażenie, o tyle ścieżka dźwiękowa wypada słabo i nie dorównuje najbardziej zapadającym w pamięć kompozycjom znanym z serii. Największym jednak mankamentem okazuje się wydajność - podczas testów na PlayStation 5 regularnie pojawiały się spadki płynności animacji oraz długie czasy wczytywania.

Castlevania: Belmont's Curse: powrót w bardzo dobrym stylu

Castlevania: Belmont's Curse to udana, choć nie wolna od niedoskonałości, metroidvania. Imponuje rozległym światem, pomysłowym wykorzystaniem broni oraz systemem rozwoju postaci, który zachęca do eksperymentowania. Jednocześnie potrafi irytować sterowaniem, nierównym poziomem pojedynków z bossami oraz problemami technicznymi. Mimo to jest to produkcja, która wynagradza cierpliwość dziesiątkami godzin eksploracji i satysfakcjonującymi walkami. To niekoniecznie idealny powrót do klasycznej formuły Castlevanii, ale z pewnością interesująca próba rozwinięcia dziedzictwa serii - tytuł, obok którego trudno przejść obojętnie.

Źródło: AntyWeb