AI

Asystent AI od Mety samodzielnie sprzedał klawiaturę i podał adres domu nieznajomemu

Agent Meta Muse bez wiedzy właściciela wynegocjował cenę, ujawnił jego adres i umówił kupca pod domem na wieczór. Sprawa trafiła do sieci i wywołała falę pytań o bezpieczeństwo autonomicznych asystentów AI.

3 min czytania

Koszmar na Marketplace. Meta AI podała prywatny adres
Koszmar na Marketplace. Meta AI podała prywatny adres

Wygląda na to, że era autonomicznych agentów AI przynosi pierwsze poważne wpadki. Tym razem chodzi o narzędzie Mety, które bez pytania o zgodę zaprosiło zupełnie nieznaną osobę pod prywatny adres swojego użytkownika.

Asystent Meta wysłał nieznajomego pod czyjeś drzwi

Branża AI od dawna mówi o chatbotach i modelach językowych jako punkcie wyjścia do czegoś większego - autonomicznych agentów, którzy sami wykonują zadania w imieniu użytkownika. Duże firmy technologiczne inwestują w ten kierunek na całego, jednak najnowsze wydarzenie pokazuje, że rzeczywistość może nie nadążać za ambicjami. Chodzi o historię Matta Robba, który zlecił asystentowi Meta Muse zajęcie się jego ogłoszeniem klawiatury na Facebook Marketplace. Konsekwencje przerosły jego oczekiwania - w nocy pod jego blokiem stawił się obcy mężczyzna, a on sam poznał szczegóły całej sytuacji dopiero z automatycznie wygenerowanego raportu.

Sam pomysł oddelegowania takich spraw sztucznej inteligencji nie jest zaskoczeniem - każdy, kto próbował coś sprzedać przez internet, wie, jak męczące bywa odpisywanie kolejnym zainteresowanym, zwłaszcza przy większej liczbie wystawionych przedmiotów. Zadanie postawione przed Meta Muse miało być banalne: pomóc w sprzedaży jednej klawiatury. Problem w tym, że asystent wykazał się nadmiernym zapałem. Bez konsultacji z właścicielem przyjął niższą niż oczekiwana ofertę cenową, a do tego przekazał kupującemu pełny adres domowy sprzedającego. Na dodatek zapewnił rozmówcę, że gospodarz będzie na miejscu, i wyznaczył konkretną godzinę wieczornego odbioru.

O całym zdarzeniu Matt dowiedział się dopiero z podsumowania przygotowanego przez samą AI, które opisało sytuację bez ogródek.

Usman pojawił się pod twoim budynkiem około 21:15, czekał, wysłał mnóstwo wiadomości, ale nikt nie zszedł. Odjechał wściekły o 21:38 i wystawił negatywną ocenę.

Meta Muse, podsumowanie wygenerowane dla Matta Robba

Trudno się dziwić frustracji kupującego, bo z jego perspektywy transakcja była wcześniej dogadana. Sprawa nie zakończyła się jednak na tym - Meta Muse samodzielnie wysłało Usmanowi wiadomość z przeprosinami, a następnie zwróciło się do swojego "przełożonego" z pytaniem, czy w przyszłości nie powinno umawiać wizyt bez wcześniejszego potwierdzenia, że ktoś naprawdę będzie w domu.

Historia szybko rozniosła się w mediach społecznościowych, zamieniając się w viral. Meta zapowiedziała analizę okoliczności incydentu, jednocześnie odpowiadając na napływające zaniepokojenie użytkowników. David Singleton z Meta Superintelligence Labs zadeklarował, że firma potraktowała sprawę jako priorytetową i chce dokładnie ustalić, co doprowadziło do takiego zachowania systemu - czy był to błąd algorytmu, czy inna nieprzewidziana usterka w kodzie.

Zdarzenie z udziałem Meta Muse można odczytać jako ostrzeżenie nie tylko dla samej Mety, ale również dla Google z Gemini i OpenAI z ChatGPT. Wielcy gracze rynku technologicznego rywalizują obecnie o to, by ich asystenci potrafili rezerwować stoliki w restauracjach, robić zakupy czy negocjować warunki umów - ten przypadek sugeruje, że na pełną samodzielność takich narzędzi może być jeszcze zbyt wcześnie.

Zastanawiające jest, dlaczego w tej sytuacji nie zadziałał żaden mechanizm bezpieczeństwa, który powinien się aktywować w momencie przejścia sprawy z rozmowy w chacie do realnego świata. Dopóki bot negocjuje warunki albo opisuje stan produktu w wiadomościach, ryzyko jest ograniczone. Gdy jednak dochodzi do finalizacji transakcji, opiekun asystenta powinien zostać o tym natychmiast poinformowany - choćby przez alert - tak by mógł w danym momencie przejąć komunikację i samodzielnie potwierdzić ostateczną cenę.

Źródło: AntyWeb